W sobotę 25 października Klub Sportowo-Turystyczny „Diablak” zorganizował wyjątkową, jesienną wyprawę w Beskid Śląski — celem był majestatyczny szczyt Barania Góra. Trasa, choć umiarkowana pod względem trudności, okazała się wymagająca dla wszystkich uczestników, a pogoda sprawiła, że ten dzień zapadnie w pamięć na długo.
Wyruszyliśmy spod szkoły w Kamesznicy-Złatnej i powoli pnąc się w górę dotarliśmy najpierw na Wierch Wisełka – urokliwe miejsce, dosłownie kilka minut od wierzchołka Baraniej Góry. Następnie, po bardziej wymagającym podejściu, osiągnęliśmy główny szczyt (1220 m n.p.m.). Trasa liczyła około 16 kilometrów, a suma podejść wynosiła 700–800 metrów — co w połączeniu z rytmem grupy oraz przerwami sprawiło, że marsz trwał około sześciu godzin (bez dłuższych postojów). Choć podejście potrafiło być męczące, uczestnicy wykazali się ogromną determinacją. Wspólne tempo, wzajemne wsparcie i dobry humor sprawiły, że każdy krok był mniej uciążliwy – a końcowy cel stawał się coraz bardziej realny. Dotarcie na Baranią Górę było momentem triumfu. Dla wielu z nas wejście na wieżę widokową było kulminacyjnym punktem: z góry rozpościerały się zapierające dech w piersiach panoramy – góry, lasy i doliny wyglądały jak z obrazu. Po chwili zadumy, przystanęliśmy, aby nacieszyć się tym miejscem, zrobić zdjęcia i po prostu odetchnąć – co w tej scenerii było wyjątkowo przyjemne. Następnie zeszliśmy w stronę Schroniska PTTK Przysłop pod Baranią Górą. Tam mieliśmy zasłużoną przerwę na indywidualny posiłek – przy ogólnym szumie lasu, w otoczeniu górskiej przyrody, każdy mógł na chwilę zrelaksować się i nabrać sił. Schronisko, położone w takim malowniczym miejscu, stało się doskonałym punktem odpoczynku. Powrót wiódł przez Karolówkę z powrotem do Kamesznicy, skąd grupę zabrał autokar. Chociaż nogi dawały już o sobie znać po całodniowej wędrówce, to satysfakcja z ukończenia trasy była ogromna. Wspólne dzielenie się wrażeniami, opowieściami i refleksjami w drodze powrotnej budowało atmosferę wspólnoty i zacieśniało więzi między uczestnikami.
Na szczęście pogoda otoczyła nas życzliwą oprawą – słoneczne niebo, łagodny wiatr i klarowna atmosfera zachęcały do długich spojrzeń w panoramę Beskidów. Dzięki temu z wieży widokowej na Baraniej Górze mogliśmy podziwiać rozległe krajobrazy bez ograniczeń – widoki rozciągały się aż po odległe grzbiety i doliny. Taka pogoda to prawdziwy dar podczas górskiej wycieczki: podnosi morale, daje energię i sprawia, że nawet strome podejścia wydają się lżejsze.























